Jeśli w Stambule masz spróbować „jednych lodów”, to niech to będzie maraş dondurması w wersji mlecznej. To nie są zwykłe lody jak w Europie: maraş dondurması słynie z tego, że jest bardziej gęsta, lekko ciągnąca i „sprężysta”. Ten efekt tradycyjnie łączy się z użyciem salepu oraz (w wielu wersjach) mastyksu, a także z charakterystycznym, dłuższym wyrabianiem masy. Dzięki temu lody wolniej się roztapiają i mają zupełnie inną teksturę niż klasyczne gałkowe.
Dlaczego polecam wersję mleczną? Bo właśnie ona najczyściej pokazuje „o co chodzi” w tureckiej dondurmie: kremowość, pełny smak mleka (często kojarzony z tradycją użycia mleka koziego w wersji regionalnej) i ten charakterystyczny, bardziej „mięsisty” kęs. To smak, który nawet bez dodatków robi wrażenie i świetnie pasuje do krótkiej przerwy w zwiedzaniu.
Ważna rada przy zakupie (szczególnie dla turystów): pistacja. Lody pistacjowe w Turcji są naturalnie droższe, bo pistacje to drogi surowiec. Ale w miejscach turystycznych zdarza się, że „pistacjowa gałka” dostaje 2–3 razy wyższą cenę niż inne smaki i ktoś orientuje się dopiero przy płaceniu. Dlatego prosto: zanim wybierzesz pistację, spójrz na cennik i zapytaj o cenę tej konkretnej gałki/porcji. Jeżeli cena jest podana niejasno albo zmienia się „w trakcie”, lepiej odpuścić i wziąć klasyczną mleczną.
Jeśli chcesz mieć „bezpieczny” wybór smaków, który wciąż brzmi bardzo turecko: mleczna maraş dondurması + (opcjonalnie) delikatne nuty jak wanilia/mastyks. Pistację bierz wtedy, gdy masz jasną cenę przed zamówieniem.